Dorastanie dzieci – jedynak, czy rodzeństwo?

Na pewnym etapie życia, wielu rodziców staje przed poważnym dylematem, co do liczby posiadanych dzieci. Niektórzy od samego początku mają jasno ustalone cele – chcemy jedno, dwójkę, trójkę pociech. Jednak inni mając już przykładowo jednego bobasa w domu zastanawiają się, co tak naprawdę będzie oznaczało dla niego posiadanie rodzeństwa. Z jednej strony, uczy ono na pewno dużej odpowiedzialności i empatii już od najmłodszych lat. Starsze pociechy opiekują się młodszymi, bawią się, uczą, wspólnie wchodzą w najróżniejsze interakcje społeczno interpersonalne. Z punktu widzenia psychologii jest to bardzo edukacyjne, jednakże niektórych rodziców wciąż trapi wiele obaw. Począwszy od tego, iż w ogólnym przekonaniu przy dwójce dzieci jest o wiele więcej pracy, niż przy jedynaku. Trzeba im poświęcać więcej czasu i energii, a przy szybkości życia współczesnego świata niejednokrotnie jest to niewykonalne. Po części jest to zgodne z prawdą, aczkolwiek na pewnym etapie i przy sprzyjających okolicznościach dorastające maluchy będą potrafiły zająć się same sobą nawet przez dłuższą chwilę zatracając się we wspólnej zabawie. Bez wątpienia wychowujące się razem dzieci są dla siebie nieustanną stymulacją, co ma znaczący wpływ na jakość i szybkość ich rozwoju – psychomotorycznego, językowego, społecznego.

Warunki do rozwoju dla dorastających dzieci

Naturalną sprawą mógłby zdawać się fakt, iż każdy rodzic chce, aby jego dziecko rozwijało się w jak najlepszych warunkach. Od najmłodszych lat, zapewniamy im jak najlepszą opiekę medyczną, najpiękniejszy pokoik, najsłodsze ubranka, masę najróżniejszych zabawek, czy gier. Potem wysyłamy dziecko do dobrego przedszkola, szkoły, na studia. Nie wyobrażamy sobie innego scenariusza dla naszych pociech, w końcu kto jak kto, ale one muszę dostać wszystko to, co najlepsze. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy stajemy w obliczu najróżniejszych ograniczeń – czasowych, zdrowotnych, finansowych. Okazuje się, że nie stać nas na upragnioną zabawkę, lub przysłowiowego „nadprogramowego” lizaka. Nie mamy czasu wyjść z dzieckiem do parku, bo pracujemy na dwie zmiany, a wypłaty i tak ciągle nie wystarcza do pierwszego. Chcielibyśmy zrobić swojemu synowi, bądź córce niespodziankę i zabrać ją do wesołego miasteczka, ale z powodu problemów z kręgosłupem ledwo chodzimy nawet po mieszkaniu. To bardzo ponura i przytłaczająca wizja, jednak niestety w wielu domach nie ma idealnych warunków do optymalnego rozwoju. Dzieci dorastają w różnych warunkach – często w ubóstwie, smutku, niezrozumieniu i samotności. W takich sytuacjach pomaga wiele organizacji rządowych i pozarządowych – jednak zwrócenie się o pomoc jest tu aspektem kluczowym.

Wielowymiarowa definicja dorosłości

Dorastanie i dorosłość łączą się ze sobą nierozerwalnie. Zazwyczaj w perspektywie dwóch następujących po sobie elementów, gdzie proces dorastania prowadzi do osiągnięcia stanu dorosłości. Pytanie jednak brzmi, czy można stać się już dorosłym i ciągle dorastać? Jakie są wskaźniki, mierniki, granice i ramy? Istnieje wiele teorii na ten temat, również takich omijających zasady przyczynowo – skutkowe. Przykładowo, niektórzy uczeni twierdzą, że aby stać się dorosłym należy zrealizować określone zadania rozwojowe, inni natomiast, że przejść przez wytyczone etapy rozwoju psychicznego, społecznego, seksualnego. Co więcej, według niektórych koncepcji, do poszczególnych etapów można wrócić i paradoksalnie nie jest to zjawisko patologiczne. Jeśli chodzi o badania naukowe to szczególną uwagę poświęca się rozwojowi dzieci i młodzieży. Niesamowitość dorastania i tego, jak człowiek jest w stanie rozwinąć się z płodu wielkości fasolki do stadium dojrzałego, pewnego siebie i świadomego życia człowieka przekracza wszelkie granice. Patrząc i obserwując dorastające maluchy należy zwrócić szczególną uwagę, jak wspólnie się bawią, współpracują, rozwiązują ewentualne konflikty, reagują na określone nieprzewidziane sytuacje – płaczem, złością, empatią, spokojem. Możliwości jest wiele, a już te określone zachowania i reakcje mogą stanowić zalążek ich przyszłej dojrzałości psychospołecznej.

Dzieci dorastają w mgnieniu oka

Noworodek, niemowlę, przedszkolak, pierwszoklasista, gimnazjalista to kolejne etapy edukacyjne przez które przechodzi każdy młody człowiek. Dzieci dorastają w mgnieniu oka, a rodzice coraz częściej nie mogą się nadziwić, jak szybko te zmiany postępują. Wczoraj małe bobo z pieluszką do wymiany, a dziś uczący się pisać i czytać uczeń szkoły podstawowej. Jeszcze niedawno wielkości dużej pięści, a teraz umawiający się na randki i zakochujący po raz pierwszy. Wraz z wiekiem pojawiają się zauroczenia aż po grób, zagorzałe przyjaźnie, wrogie obozy w jednej piaskownicy. Dzieci dorastają, a rodzicom pozostaje tylko dotrzymać kroku zmianom. Dotrzymać kroku to nie znaczy tylko kupować nowe ubranka, czy większe rowery. Dotrzymywać kroku to przede wszystkim dużo rozmawiać z dzieckiem, wspierać je, rozwiewać wszelkie wątpliwości, pomagać w osiąganiu wymierzonych celów. Ważnym jest aby przy takich debatach dopasować język do wieku dziecka, ale również do jego oczekiwań i zdolności intelektualnych. Tak, aby zrozumiało, ale nie w ten sposób, by poczuło się lekceważone. Rozmowa to klucz do prawidłowych relacji międzypokoleniowych. Częsta i dobrze wyważone jest lepsza od wszystkich edukacyjno – wychowawczych programów prowadzonych w szkołach razem wziętych. Warto rozmawiać, bo tak jakby iść ze swoim dzieckiem wspólną drogą u krańca której stoją otwarte na oścież drzwi do dorosłości.

Dziecięce marzenia o dorosłości

Jako dzieci często zastanawiamy się, kim zostaniemy w przyszłości. Najczęściej plany te dotyczącą posiadania określonego zawodu – nauczyciela, strażaka, policjanta. Nie ma żadnych ograniczeń. Na tym etapie nie liczą się żadne predyspozycje fizyczne, czy osobowościowe. Dziecko po prostu „chce” zostać tym kimś i „zostanie”. Sprawa jest prosta dopóki dziecięce marzenia nie wychodzą poza granice wyobraźni. Gdy dorastamy sytuacja nie jest już tak klarowna. Pomijając fakt, że niektóre plany maluchów po prostu zmieniają się w mgnieniu oka pozostaje jeszcze aspekt tak zwanego dopasowania. Powiedzmy, że przykładowo zawsze chcieliśmy zostać strażakiem, jednak okazało się, że cierpimy na astmę, lub po prostu boimy się ognia, lub wysokości. Zawód strażaka był naszym dziecięcym marzeniem, jednak zderzenie z rzeczywistością siłą rzeczy przekierowało nasze zainteresowania w innych kierunkach. Bardziej dostosowanych do konkretnych możliwości i personalnych upodobań co do dnia codziennego. Dziecięce marzenia, mimo iż często się zacierają w życiu dorosłym są jednak ogromnie ważne z kilku powodów. Między innymi, uczą wchodzenia w role społeczne, odgrywania scenek rodzajowych, a także pobudzają i rozwijają wyobraźnię. Są jak kamień milowy na drodze do ukształtowania się naszej dorosłej kariery. Czasem kompletnie odmiennej od etapu początkowego, jednak obranej świadomie i z uwzględnieniem wszelkich ewentualności.

Wyzwanie, jako stymulant rozwoju

Dorastanie nie przychodzi od tak, a jednak wielu rodziców sprawia wrażenie, jakby była zaskoczona faktem, że ich dzieci to już dorosłe osoby. Nie jest tak, że jednego dnia zasypiamy, jako niedojrzałe brzdące, a drugiego budzimy się, jako odpowiedzialne, pełne stonowania i powagi osoby dorosłe. Życie to ciągłe wyzwania, a my poprzez zderzenie się z nimi kształtujemy swoją silną wolę, umiejętności poznawcze, społeczne, intelektualne. Paradoksalnie, to właśnie dzięki problemom, albo inaczej mówiąc wyzwaniom rozkwitamy od środka. Kiedy to stajemy oko w oko z jakimś przedsięwzięciem zbieramy wszystkie swoje siły i dotychczasowe doświadczenie, aby osiągnąć zamierzone wcześniej cele. Nawet jeśli, nie do końca zostaną one spełnione, a podejdziemy do nich odpowiednio – wyniesiemy nowe, być może świeższe spojrzenie, bagaż doświadczeń i szanse na przyszłość. Wyzwania kreują nasze poczucie odpowiedzialności, stosunek do niepowodzeń, a także umiejętność wyciągania wniosków. W tym tkwi esencja dorosłości – nie poddawać się i iść wytrwale dalej po swoje marzenia. Każda chwila czegoś nas uczy. Niektóre odwagi, inne pokory, ale wszystkie są cenne i coś nam oferują. Tylko od nas zależy, czy przyjmiemy lekcję. Jedno niepowodzenie może zwiększyć szansę na pozytywny rozwój w drugiej sprawie, bo już będziemy mądrzejsi, lepiej przygotowani, postąpimy nieco inaczej.

Nauka od najmłodszych

Kiedy rodzą się dzieci, takie małe, bezbronne maleństwa trudno nam sobie wyobrazić, że kiedyś dorosną – będą duże, wygadane, zdeterminowane i ruchliwe. Pozostaną w nich tylko te niemowlęce oczy, które urzekły nas swoją niewinnością. Dzieci mają w sobie magię, co bez wątpienia wiele osób może potwierdzić bez wahania. Co jednak dzieje się z nią potem? Czy tylko zaczyna lepiej się kamuflować, czy wręcz przeciwnie odchodzi do innego, co to dopiero narodzonego noworodka? Dorastamy i co dzieje się dalej? Przyjęło się mówić, iż w każdym z nas jest ta odrobina dziecka schowana tam gdzieś głęboko w środku. Wychyla się dopiero wówczas, gdy jej na to pozwolimy, a gdy tak się stanie zalewa nas jak lawina uczuć, dawnych wspomnień i nieskomplikowanych pragnień. Małe dzieci dokładnie wiedzą czego chcą i są niezwykle zdeterminowane, by to zyskać. Natomiast my, gdy dorastamy kończymy studia, zyskujemy nową pracę to w natłoku codziennych spraw i obowiązków możemy zatracić siebie. Tak drastycznie, że przez lata odkładając swoje pragnienia na później przestaniemy ich w końcu słuchać definitywnie. Będziemy, jak ta skorupka bez wnętrza. Czego jak czego, ale tego z pewnością powinniśmy uczyć się od dzieci – odrobiny egoizmu i determinacji. Powinniśmy pielęgnować w sobie maluszka, którym byliśmy, aby nie znikną ot tak, gdy tylko ubraliśmy swoje pierwsze szpilki, czy kupiliśmy ślubny garnitur.

Biologia i psychika, jako dwa dopełniające się wymiary dorastania

Dorastanie to cały cykl zmian, jakie zachodzą w naszym organizmie. Stajemy się wyżsi, zwiększa się masa naszego ciała, a z powodu skoków hormonalnych na naszej skórze mogą pojawić się zmiany skórne w postaci trądziku młodzieńczego. Pierwsze owłosienie, miesiączka, nocne polucje, czy też niejednokrotnie wzmożona potliwość może nie brzmią zbyt zachęcająco, ale są zwiastunem ogromnych zmian. Zmian, które dokonają się nie tylko w naszym ciele, ale również w naszej psychice. Rozwój psychospołeczny i osobowościowy niestety tak często bagatelizowany kreuje nas na ludzi coraz bardziej samoświadomych. Powoli poznajemy reakcje naszych ciał, ale także wsłuchujemy się w potrzeby kontaktów społecznych. Nasze kontakty z rówieśnikami są coraz to częstsze i bardziej angażujące. Tworzą się kliki, grupki, bandy. Dobieramy się względem naszych zainteresowań, jeszcze raczkujących poglądów, miejsc zamieszkania. Wówczas, rodzina schodzi nieznacznie na dalszy plan, a my pełni życia i determinacji odsłaniamy się nieśmiało przed innymi, licząc na ich akceptację. Jest ona nam potrzebna do tego, aby dalej wzrastać i eksplorować świat. Poczucie akceptacji może przyrównać w pewnym stopniu do poczucia bezpieczeństwa. Jeśli czujemy się bezpiecznie możemy przekierować całą swoją energię i uwagę na spełnianie marzeń i odkrywanie nieznanego.

Miłość rodzicielska, jako wsparcie pomimo wszystko

Zdaję się, że miłość rodzicielska w wielu przypadkach nie zna granicy dorosłości. O tym, czy jest to złe zależy od wielu czynników i z pewnością nie powinno się o tym rozstrzygać jednogłośnie. Dorastanie dzieci to wielkie przeżycie dla rodziców, stąd nie trudno się dziwić, iż każde z nich radzi sobie z nim, jak tylko umie i może. Niejednokrotnie jest to jednak postawa częściowego, bądź całkowitego zanegowanie takiego rozwoju spraw. Dorosłość przychodzi nieubłaganie. Dzieci opuszczają rodzinne gniazdo i zaczynają poszukiwać siebie w świecie. To dla nich niezwykła szansa na rozwinięcie skrzydeł i osiągnięcie samospełnienia. Jednak, gdy rodzice mają zupełnie inne wyobrażenie, co do przyszłości dziecka – pojawia się problem. W sytuacji, gdy ich plany i oczekiwania nie pokrywają się z chęciami i marzeniami syna, bądź córki, może to skutkować niezdrowym przeniesieniem ambicji. Nie rzadko zapoczątkuje to również pasmo nieszczęść, które spadnie na niegdyś szczęśliwą, dogadującą się rodzinę. Dorastanie to wybory. Nie można narzucać dzieciom własnych pragnień. To co było niegdyś dobre dla nas, niekoniecznie będzie skutkować tym samym dla nich w odniesieniu do rzeczywistości. Niekoniecznie muszą nam się podobać podjęte przez nich decyzje, jednakże jedno powinno zostać niezmienione i niepodważalne – nasze wsparcie. Dzieci, nawet już jako dorosłe powinny zawsze czuć się kochane i akceptowane. Nie ważne co robią i ile popełniają błędów – pamiętajmy mają do tego prawo.

Granice dorosłości – wyraźne, czy rozmyte?

Dorastanie to bardzo znaczący okres w życiu każdego z nas. To czas, w którym dochodzi do niezwykłej transformacji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Ciało i duch przechodzą na wyższy poziom samoświadomości, a my z małych dzieci stajemy się dorosłymi ludźmi. Intrygujący jest jednak fakt, kto tak naprawdę ustala tę granicę pomiędzy dzieckiem, a dorosłym – kiedy i czy w ogóle zacierają się te etapy w naszym życiu. Mówi się, iż każdy z nas jest w głębi duszy dzieckiem, któremu podczas zdenerwowania, czy też nieposkromionej radości pozwalamy niekiedy dojść do głosu. Według prawa, granicą dorosłości jest na pewno wiek osiemnastu lat, kiedy to jako potwierdzenie swojej dojrzałości obywatelskiej otrzymujemy dowodów osobisty. Od tego momentu, w kwestiach prawnych, czy medycznych możemy decydować sami o sobie. Pytanie tylko, czy są to wybory na tyle świadome i rozsądne, o czym powinien przesądzać nasz wiek. Przecież dla naszych rodziców zawsze będziemy dziećmi. Tymi maluchami w za krótkich spodniach, poplamionych bluzeczkach i potarganych włosach. Oni zawsze będą widzieć w nas swoją małą córeczkę i małego synka – pięknych, niewinnych, bezbronnych i wciąż tak bardzo wymagających opieki. Niejednokrotnie będzie to z pewnością niezwykle uciążliwe i drażniące, jednak zastanówmy się czy jest to, aż tak bardzo irracjonalne i niezrozumiałe podejście?